Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 17 lutego 2022

Puder w kompakcie Max Factor Creme Puff

Jako posiadaczka cery mieszanej, nie mogę żyć bez pudru matującego. Rynek kosmetyczny jest bogaty w pudry i generalnie nie mam większego problemu z trafieniem na dobry puder. Mimo wszystko nie przywiązuję się na dłuższy czas do żadnego i testuję ciągle coś nowego. Tym razem wybrałam puder matujący w kompakcie z Max Factora. Zapraszam na recenzję.


Puder w kompakcie Max Factor Creme Puff

Max Factor Creme Puff - opis producenta

Puder w kompakcie Creme Puff zapewnia dobre krycie, a jednocześnie jest lekki i nie obciąża cery. Utrwala makijaż, dzięki czemu możesz długo cieszyć się nienagannym wyglądem. 

  • Ma wysoko kryjącą formułę
  • Zapewnia matowe wykończenie
  • Zapobiega błyszczeniu się skóry
  • Może być stosowany samodzielnie lub na podkład
  • Odpowiedni do każdego rodzaju skóry

Puder nie posiada gąbki.

Sposób użycia: Nabierz odrobinę pudru na pędzel, a następnie strząśnij jego nadmiar. Omieć równomiernie całą powierzchnię twarzy.

Rezultat: Ujednolicona, zmatowiona cera i utrwalony makijaż.   

INCI: Talc, Calcium Carbonate, Zinc Stearate, Paraffinum Liquidum, BHA, BHT, Sorbitan Sesquioleate, Lanolin Oil, Polysorbate 60, Stearic Acid, Aqua, Methylparaben, Propylparaben, Parfum, Hydroxycitronellal, Linalool, Citronellol, Eugenol, Cinnamyl Alcohol, Amyl Cinnamal, Coumarin, Evernia Prunastri Extract, Benzyl Salicylate, Geranoil, [+/- CI 77891, CI 77492, CI 77491, CI 77499, CI 77007]. 


 

Moja opinia

Puder przydał mi do gustu, bynajmniej jeśli chodzi o jego wykończenie i trwałość. Cera jest wygładzona, "zphotoshopowana", koloryt jeszcze bardziej ujednolicony niż po samym podkładzie, widoczność porów zminimalizowana. Puder bardzo ładnie "leży" i dobrze się łączy z bronzerami, różami i rozświetlaczami. Zmatowienie naprawdę długo się utrzymuje, choć nie będę tu pisać o godzinach, bo każda z nas ma inną cerę. Aczkolwiek puder nawet po dłuższym noszeniu wygląda dobrze, nic nie spływa, nie ciastkuje się, nie waży. Nie podkreśla jakoś mocno skórek, czy też zaskórników.

Gdyby jednak ten puder miał same zalety to byłoby za pięknie. Ja tym razem przyczepię się składu. Niestety jest w nim dużo niedobrych składników, od parafiny, przez BHA, BHT, po parabeny... To jest wada, której nie jestem w stanie zaakceptować, dlatego do niego nie wrócę, choć wykończenie tego pudru faktycznie było bardzo w moim guście.

A jeśli chodzi o cechy bardziej techniczne, to puder ma zwykłe plastikowe opakowanie bez gąbeczki. Dobrze się nakłada zarówno pędzlem jak i puszkiem. Nie pyli zbyt mocno. Nie kruszy się, nie łamie, do torebki idealny. Jest bardzo wydajny, a przy tym stosunkowo tani, bo dostaniemy go za nawet mniej niż 20zł. Wspomnę też, że puder dosyć mocno, ale przyjemnie pachnie.

Podsumowując, muszę powiedzieć, że trzeba samemu podjąć decyzję czy jest wart zakupu, bo w głównej mierze to będzie zależało od naszego podejścia do składu kosmetyków.


piątek, 21 stycznia 2022

Pomada do brwi Wibo ~ recenzja

Uwielbiam mieć ładnie wyrysowane brwi. Chyba nikomu nie trzeba już tłumaczyć, jak wielką rolę w odbiorze naszej twarzy grają właśnie brwi. Moimi sprawdzonymi produktami do ich makijażu są pisaki i kredki. Tym razem po raz pierwszy sięgnęłam po pomadę. Jak mi poszło? Jaki efekt uzyskałam? Co myślę o tym produkcie? Na te pytania znajdziecie odpowiedź poniżej.


Wibo Eyebrow Pomade

Koloryzująca pomada do brwi. Wodoodporna kremowa konsystencja idealnie pokrywa  skórę jednocześnie koloryzując i dyscyplinując brwi. Uniwersalny produkt 2 w 1, jest zarówno woskiem, jak i cieniem do brwi. Umożliwia odpowiednie wykonturowanie, jak i wypełnienie brwi. Formuła długotrwała. Aplikator w środku.

Pomada do brwi marki Wibo w kolorze Dark Brown posiada lekką kremową konsystencję, dzięki której stworzysz efektowny i długotrwały makijaż bez wychodzenia z domu. Ten innowacyjny kosmetyk pomoże Ci wypełnić i precyzyjnie wymodelować brwi, które będą wyglądały jak po wizycie u profesjonalnej kosmetyczki. Przekonaj się sama!

Sposób użycia: Produkt nakładaj za pomocą ściętego pędzelka. Nabierz niewielką ilość pomady i narysuj kształt brwi. Następnie wypełnij obrys kolorem, pamiętając aby ciągnąć kreskę w kierunku w którym rosną włoski. Za pomocą drugiej końcówki wyrównaj koloryt. Po zakończeniu aplikacji usuń nadmiar produktu ze szczoteczki.

Ingredients(INCI): Trimethylsiloxysilicate, Isododecane, Cyclopentasiloxane, Mica, Diphenylsiloxy Phenyl Trimethicone, Polyethylene, Paraffin, Ceresin, Dimethicone, PEG-10 Dimethicone, Sorbitan Sesquioleate, Polymethylsilsesquioxane, HDI/Trimethylol Hexyllactone Crosspolymer, Disteardimonium Hectorite, Propylene Carbonate, Phenoxyethanol, Caprylyl Glycol, Triethoxycaprylylsilane, [+/-]: CI 77891, CI 77491, CI 77492, CI 77499.

 



Moja opinia

Bardzo ciężko mi ocenić ten produkt. Mam świadomość, że cieszy się bardzo dobrymi opiniami, a ja jestem średnio zadowolona z tej pomady.

Produkt sam w sobie na pewno nie jest zły. Pomada jest bardzo dobrze napigmentowana. Kolor w odcieniu dark brown jest fajny chłodny. Jest trwała, nic się z nią nie dzieje podczas użytkowania. Jest bardzo wydajna. Lekko układa włoski i troszkę utrzymuje w ryzach.

Natomiast mi nie odpowiada praca z nią. Po pierwsze trzeba użyć innego pędzelka, bo ten z zestawu jest niewygodny i malutki. Po drugie bardzo łatwo z nią przesadzić, ciężko wycieniować. Praca z nią jest dla mnie zwyczajnie męcząca i trwa za długo.

Efekt mi przypomina trochę makijaż permanentny. Liczę się z tym, że to jest moja pierwsza pomada i podejrzewam, że trzeba się z nią zaprzyjaźnić, wypracować odpowiednią technikę. Myślę, że doświadczona stylistka będzie w stanie uzyskać tą pomadą bardzo ładny efekt. Jednak ja wolę, używać kredek i pisaków, są dla mnie bardziej precyzyjne i łatwiejsze w obsłudze. Na dzień dzisiejszy jest to moje pierwsze i ostatnie opakowanie, ale z pewnością mogę ją polecić panią, które miały już styczność z pomadami i potrafią je ograć. Niżej wstawiam zdjęcie efektu jaki ja uzyskałam.


wtorek, 18 stycznia 2022

Skóra muśnieta słońcem w środku zimy?

Nie wiem jak Wam, ale mi zimą bardzo brakuje kolorytu na skórze. Biała skandynawska cera mi nie odpowiada i nie pasuje. Z solarium nie mam zwyczaju korzystać i nie zamierzam tego zmieniać, a słońca brak. Jedyny sposób to opalenizna kosmetyczna. Faktem jest, że nie zawsze mam ochotę się smarować balsamami brązującymi, czy samoopalaczami, do tego przeszkadza mi ten charakterystyczny zapach, dlatego brązuję się od święta. Tej zimy zadomowił się u mnie krem z Bielendy Magic Bronze. Zapraszam na recenzję.



Bielenda Magic Bronze Krem Brązujący do Ciała 2w1

Nawilżający krem brązujący do ciała, pozwalający w krótkim czasie uzyskać efekt naturalnej opalenizny, przy jednoczesnej pielęgnacji skóry, przeznaczony do jasnej karnacji. Aksamitna formuła idealnie rozprowadza się po całym ciele, pozwalając na dokładną i równomierną aplikację, co minimalizuje powstawanie smug, zacieków czy plam. Efekt opalenizny widoczny jest już po 1 aplikacji utrzymuje się nawet do kilku dni. Krem ma działanie poprawiające nawilżenie i odżywienie skóry, wygładza ją, nadaje miękkości i gładkości. Zawiera: masło Kerite - doskonale regeneruje, nawilża i odżywia skórę, jest bogatym źródłem witamin A i E; masło kakaowe - wykazuje intensywne właściwości natłuszczające i nawilżające skórę, czym przyczynia się do zwiększenia jej jędrności i elastyczności. Masło aktywnie przyczynia się do poprawy kondycji skóry i jej wyglądu; panthenol i alantoinę – o działaniu nawilżającym, łagodzącym i regenerującym.

 PRZYGOTOWANIE I STOSOWANIE

Krem równomiernie rozprowadzić na skórze. Po aplikacji dokładnie umyć dłonie.

OSTRZEŻENIA DOTYCZĄCE BEZPIECZEŃSTWA

Po aplikacji dokładnie umyć dłonie. Efekt zależy od naturalnego kolorytu skóry, ilości zaaplikowanego produktu  i reakcji skóry na produkty brązujące. UWAGI pomagające w uzyskaniu i utrzymaniu pożądanego efektu:

  • przed aplikacją zaleca się wykonanie peelingu, zwłaszcza łokci i kolan lub ich nawilżenie balsamem do ciała, aby zminimalizować ryzyko zbyt ciemnego odcienia tych partii ciała. Na te partie ciała należy także zastosować mniejszą ilość kremu;
  • przed założeniem ubrań lub kontaktem z wodą odczekać do wchłonięcia produktu w skórę.

Skład: Aqua (Water), Cetearyl Alcohol, Glycerin, Butyrospermum Parkii (Shea) Butter, Ethylhexyl Stearate, Paraffinum Liquidum (Mineral Oil), Glyceryl Stearate, Petrolatum (Nota N), Dihydroxyacetone, Cyclopentasiloxane, Theobroma Cacao (Cocoa) Seed Butter, Tocopheryl Acetate, Panthenol, Allantoin, Dimethicone, Ceteareth-18, Polyacrylamide, C13-14 Isoparaffin, Laureth-7, Propylene Glycol, Citric Acid, Phenoxyethanol, Methylparaben, Ethylparaben, Parfum (Fragrance), Benzyl Salicylate, Hexyl Cinnamal, Cinnamal, Coumarin, Limonene.

 



Moja opinia

Ogólnie średnio lubię używać balsamów brązujących. Zazwyczaj jestem sceptycznie do nich nastawiona. Sama świadomość, że trzeba równomiernie go nałożyć, bo nie jest to zwykły balsam nawilżający, który można pobieżnie na szybko rozsmarować, - skutecznie mnie zniechęca. Ponadto, trzeba chwilę odczekać na wchłonięcie, potem mam cały czas w głowie, że go nałożyłam i trzeba uważać na bieliznę czy też ubrania, pilnuję aby nie włożyć białych. Po kilku godzinach zaczyna się wydobywać charakterystyczny zapach mniej lub bardziej intensywny.

Te w/w aspekty nie są fajne. Jednak czasami się przełamuję i efekty są warte tych cierpień. Piękna brązowa skóra to coś co ubóstwiam. 

Jeśli chodzi o ten krem to przyznam, że i tak jest chyba najlepszym jaki miałam do tej pory. Ciężko zrobić sobie nim smugi, czy plamy. Jedynie na szyi potrafi źle wyglądać, możliwe że nierównomiernie się z tej okolicy zmywa, dlatego wolę tą okolicę pomijać i nakładać na nią podkład. 

Efekt jak na balsam do jasnej karnacji jest całkiem dobry, choć żałuję, że nie wzięłam tego do ciemniejszej karnacji. I w sumie chętnie bym też przetestowała piankę z tej serii, bo wiem że pianki często lepiej wypadają niż balsamy.

Po za tym balsam jest bardzo wydajny, i faktycznie skuteczny już po jednej aplikacji. Co do kilkudniowego efektu to bym nie przesadzała, chyba że będziemy do nakładać codziennie, albo nie będziemy się kąpać ;)

Brudzenia ubrań nie odnotowałam, więc do duży plus. A zapach jak to zapach, na początku pachnie kakaowo, czekoladowo, po kilku godzinach pojawi się ten drugi - samoopalaczowy - choć nie zbyt intensywny, da się go znieść, choć zależy jak bardzo komu ten zapach przeszkadza. 

Skład jest trochę mieszany - ma ciekawe składniki, ale też te niekoniecznie pożądane. Fajnie, że ma  masło shea, masło kakaowe, alantoinę i pantenol, ale po co te parabeny i parafina...

Warto wspomnieć też o cenie kremu. Jest to zdecydowanie niska półka, dostaniemy go w granicach 10-15 zł. Więc jeśli chodzi o stosunek jakości do ceny - to wypada bardzo korzystnie. Na koniec moje nogi muśnięte balsamem.