poniedziałek, 31 października 2016

Przegląd matowych pomadek w płynie

Matowe pomadki urzekły mnie już dawno i moja miłość do nich ciągle nie ustaje. Intensywne, żywe, mocno napigmentowane kolory, do tego super trwałość i elegancja sama w sobie... to cechy, za które tak bardzo polubiłam matowe pomadki. Dzisiaj przedstawię Wam kilka moich ulubieńców do Lovely, Wibo i Kobo. O Lovely i Kobo już co prawda pisałam, ale myślę że warto zrobić zestawienie. Znajdziecie również swatche wszystkich kolorków.








Lovely Extra Lasting


"Trwała matowa pomadka do ust z aplikatorem Lovely Extra Lasting. Uzupełni makijaż modnym matowym wykończeniem. Dostępne są trzy odcienie: lekkiego różu, przyciągającej czerwieni i pastelowego brązu. Wygodna gąbka umożliwia precyzyjną aplikację szminki/błyszczyka, a nowoczesna formuła Long Lasting zapewnia makijaż na wiele godzin."

Cena: 8,80 zł / 6 ml

O tej pomadce już pisałam tutaj. Wtedy miałam dwa kolorki, a niedawno swoją kolekcję wzbogaciłam o cudowną, przeuroczą, intensywną czerwień. Dla mnie te pomadki spełniają swoje zadanie idealnie. Kolor, twałość, cena, konsystencja, wydajność, pigmentacja... wszystko na plus. Obietnice producenta zdecydowanie dotrzymane.


lovely extra lasting


Wibo million dollar lips


"Matowa pomadka do ust Wibo Million Dollar Lips z długotrwałą formułą do 4 godzin. Doskonała, aksamitna konsystencja gwarantuje precyzyjne pokrycie. Matowe wykończenie sprawia, ze usta wydają się pełne, wyraziste i kuszą swoim urokiem. Matowa pomadka do ust Wibo Million Dollar Lips jest dostępna w 4 kolorach."

Cena: 11,29 zł / 3 ml

Ingredients: Isododecane, Polybutene, Disteardimonium Hectorite, Glyceryl Dibehenate, Hydrogenated Polycyclopentadiene, Silica Dimethyl Silylate, Trimethylsiloxysilicate, Propylene Carbonate, Glyceryl Behenate, Dicalcium Phosphate, Tribehenin, Phenoxyethanol, Tocopheryl Acetate, Ethylhexylglycerin, Aroma, Tocopherol, Octyldodecyl Stearoyl Stearate, [+/-]: CI 77891, Ci 15850, CI 15880, CI 77491, CI 77499.

W posiadaniu mam tylko jeden kolorek nr 3, który jest bardzo podobny do Lovely nr 2. Moim zdaniem pomadki  Wibo Million Dollar Lips są bardzo podobne do Lovely. Jedyną różnicą jest zapach i może troszkę mniej precyzyjny aplikator. Wibo ma za to troszkę bogatszą kolorystykę. Aczkolwiek jedna i druga firma mogły by się w tej kwestii jeszcze bardziej postarać. Tutaj cena jest już troszkę wyższa w stosunku do Lovely i jeśli mililitry podane na stronie Rossmanna są wiarygodne to jest jej dwa razy mniej. Wniosek nasuwa się sam. Jeśli nie widać różnicy - po co przepłacać.

lovely estra lasting


Kobo matte liquid lipstick


"Trwała, matowa pomadka z odżywczym masłem morelowym I kompleksem polimerów utrzymujących ją na ustach. W celu utrwalenia matowego efektu po aplikacji odbić nadmiar pomadki chusteczką. Dostępne 6 kolorów."
Cena: 15 zł / 9 ml

O niej też już było. Klik.  Jednak warto tu o niej wspomnieć, bo Kobo oferuje nam więcej pięknych kolorków. Jej minusem jest brak pełnego matu, ale i tak ją lubię.




Kobo matte liquid lipstick


Podsumowując mogę powiedzieć, że moim numerem jeden są zdecydowanie pomadki Lovely. Mam już całe trio i czekam aż Lovely wypuści kolejne kolory ;)
Wibo wypada również dobrze, jednak w kwestii wydajności i ceny już nie jest tak kolorowo. 
Kobo natomiast zwycięża kolorystyką, szkoda tylko, że brak tu pełnego matu.

A jakie są wasze ulubione matowe pomadki?


swatche



sobota, 22 października 2016

Maskary Lovely - porównanie

Bardzo lubię testować tusze do rzęs z niższych półek cenowych. Moim zdaniem wydawanie dużych pieniędzy na tusze zupełnie nie ma sensu. Po pierwsze, tusz sprawdza się najczęściej tylko koło miesiąca użytkowania, potem wysycha i staje się bezużyteczny, po drugie to jeśli chodzi o maskary to bardzo często jakość nie idzie w parze z ceną. Dzisiaj przygotowałam dla Was porównanie trzech tuszy Lovely - jest to niewątpliwie niska półka cenowa. A jak się to ma do jakości dowiecie się niżej.


Lovely Wild Cat Eye - tusz do rzęs nadający objętość


Mascara do rzęs nadająca mega objętość i efekt „kociego oka” dzięki specjalnej szczoteczce.
Cena: 11,29 zł 

Tusz najdroższy z tej trójki i chyba najgorszy. Ma bardzo fikuśną szczoteczkę, która niby ma gwarantować efekt kociego oka. Moim zdaniem ta szczoteczka  nie robi nic szczególnego z rzęsami. Tusz owszem nadaje objętości. Rzęsy po nim są zdecydowanie pogrubione, ale mi taki efekt "oblepienia tuszem" nie przypadł do gustu. Tusze tego rodzaju najczęściej pozostawiają grudki i z tym właśnie tak jest.




Lovely Collagen Wear


Maskara pogrubia i wydłuża rzęsy; zawiera kolagen odżywiający rzęsy, dodatkowo wspierając ich regeneracje i odbudowę. Jeśli Twoje naturalne rzęsy są zniszczone wielokrotnym nakładaniem tuszu, nieodżywione i delikatne to warto wypróbować tusz Collagen Wear. Idealna pielęgnacja oraz wzmocnienie rzęs.  Szczoteczka nadaje rzęsom efekt maksymalnej długości i pogrubienia wraz z kolorem intensywnej czerni.
Cena: 10,99 zł

Ten tusz moim zdaniem wypada całkiem nieźle. Uwielbiam go używać na co dzień. Pozwala uzyskać całkiem fajny efekt. Rzęsy są delikatnie pogrubione i wydłużone. Nawet szczoteczka mnie satysfakcjonuje, mimo że wolę silikonowe. Ta jest bardzo klasyczna, można powiedzieć, że oldskulowa. Ciekawa jestem czy regularne stosowanie wpłynie na kondycję moich rzęs... Póki co nic takiego nie zauważyłam.


tusz do rzęs lovely efekt

Lovely Pump Up - tusz do rzęs podkręcający


Doskonale wytuszowane rzęsy oraz wyjątkowe spojrzenie to cel naszego każdego makijażu. Dzięki tej maskarze, bez  użycia zalotki, przygotujesz zaskakujący makijaż każdego dnia. Rzęsy będą podniesione i podkręcone. Specjalnie wyprofilowana sylikonowa szczoteczka pozwoli Ci na idealną stylizację rzęs i dokładne ich rozczesanie.
Cena: 10,99 zł. 

Na koniec ulubieniec blogosfery i jednocześnie mój ulubieniec. Tusz, który spisuje się niemal idealnie. Na co dzień nie potrzebuję nic więcej. Bardzo ładnie rozczesuje, świetnie wydłuża. Nie pogrubia zbyt mocno, ale zawsze wygląda na rzęsach nienagannie. Co mnie w nim zadziwiło to bardzo dobry efekt podkręcenia. Z nim można śmiało zrezygnować z zalotki. Efekt ten zapewne gwarantuje nam wygięta silikonowa szczoteczka. Bardzo polubiłam jej kształt. Ciężko się nią pobrudzić. Podsumowując - najlepszy tusz z niskiej półki. I myślę, że zdecydowana większość z Was ten fakt potwierdzi.

szczoteczka


Na koniec jeszcze wspomnę, że z tuszów Lovely miałam również różową - False Lashes i była również bardzo fajna. Ale jeśli nie lubicie eksperymentować postawcie na pewniaka - żółtą Lovely - zadowoli każdą z Was.  Niżej zdjęcie efektów. A wy jakich macie ulubieńców z niskich półek cenowych?

efekt na rzęsach



sobota, 15 października 2016

Kuracja kwasem glikolowym w domu - część 1.

Kiedy przyszła jesień stwierdziłam, że w końcu mogę wejść w tematy kwasów. Wybrałam dosyć inwazyjny kwas, ale taki który słynie z bardzo dobrych efektów, a mianowicie - glikolowy. Dzisiaj opowiem Wam o pierwszej fazie kuracji. O drugiej będzie za około miesiąc. Jeśli chcecie wiedzieć więcej o kwasie glikolowym, na czym polega kuracja i jakie efekty uzyskałam do tej pory to zapraszam!



Kilka słów o kwasie glikolowym


Kwas glikolowy (hydroksyoctowy) otrzymywany z soku trzciny cukrowej. Ma najmniejszy rozmiar cząsteczek spośród wszystkich kwasów AHA i w związku z tym jest najlepiej absorbowany przez skórę i najskuteczniej działa. Poprawia kondycje skóry. Skóra sucha i szorstka staje się lepiej nawilżona, bardziej miękka oraz poprawia się jej koloryt. Tłusta z rozszerzonymi porami, często także z bliznami potrądzikowymi nabiera delikatności, spłycają się blizny. Od zastosowania odpowiedniego stężenia zależy sposób i intensywność jego działania na skórę.

W stężeniu do 10% kwas glikolowy ma bardzo efektowne działanie nawilżające, niewidoczne dla oka działanie złuszczające na powierzchowną warstwę rogową naskórka, oraz wspomaga odnowę i regenerację skóry właściwej poprzez pobudzenie aktywności fibroblastów (komórek łącznotkankowych wytwarzających kolagen i elastynę).

Wyższe stężenie 20% - 45% oprócz działania nawilżającego i oczyszczającego skórę (np. trądzikową) dają efekt powierzchownego peelingu.

Stężenia 50% - 70% są zdecydowanie dla wprawionych dziewczyn albo salonów kosmetycznych, ale wtedy kwas glikolowy może naprawdę zdziałać cuda.

Kwas glikolowy jest pomocny przy problemach takich jak:
  • trądzik młodzieńczy,
  • łojotok,
  • silnie rozszerzone pory,
  • zmiany skórne,
  • keratozy skóry,
  • odbarwienia skóry,
  • przebarwienia skóry,
  • ostuda ciążowa.
Na kurację nie powinny decydować się osoby cierpiące na zmiany ropne na skórze lub atopowe zapalenie skóry. Inne przeciwskazania: ciąża, infekcje wirusowe np. opryszczka, przyjmowanie niektórych leków, świeża opalenizna. Kwas glikolowy nie wskazany jest również dla cery wrażliwej i naczynkowej. Przy tego typu problemach doradzałabym zainteresować się kwasem migdałowym albo kwasami PHA, które są najmniej inwazyjne oraz najbezpieczniejsze.

Jak zacząć?


Jeśli dopiero zaczynamy przygodę z kwasami, należy odpowiednio przygotować naszą skórę. Najlepiej najpierw przygotować sobie tonik i stosować go przez dwa tygodnie, a następnie wykonywać serię peelingów przez 2-3  miesiące. Dłużej nie ma sensu, ponieważ skóra się przyzwyczaja do kwasu.

Ja zdecydowałam, że tonik zrobię sobie o stężeniu 10%. Na dwa tygodnie codziennego użytku wystarczy nam około 15 ml toniku. Lepiej nie robić sobie od razu toniku na dłuższy czas, jeśli nie posiadamy konserwantów. Trzeba pamiętać też, aby tonik przechowywać w lodówce i najlepiej w ciemnej buteleczce. Bazą do naszego toniku może być hydrolat albo woda destylowana czy demineralizowana. W ostateczności może być przegotowana zimna woda. Tonik należy również zneutralizować (podwyższyć pH) sodą oczyszczoną. W tym celu fajnie mieć papierki lakmusowe. Jeśli tego nie zrobimy tonik należy zmywać mydłem po około 5 minutach (później ten czas stopniowo można wydłużać). Ja nie chciałam podwyższać pH, bo to niestety również zmniejsza skuteczność kwasu.



Niektórym trudności może przysporzyć obliczanie stężenia, dlatego niżej możecie znaleźć cenne wskazówki.


Przykładowe proporcje rozcieńczania 70%-ego kwasu glikolowego:
  •     Roztwór   5% - 1 butelka kwasu (15 ml) + 195 ml wody
  •     Roztwór 10% - 1 butelka kwasu (15 ml) + 90 ml wody
  •     Roztwór 15% - 1 butelka kwasu (15 ml) + 55 ml wody
  •     Roztwór 20% - 1 butelka kwasu (15 ml) + 37,5 ml wody
  •     Roztwór 30% - 1 butelka kwasu (15 ml) + 20 ml wody
  •     Roztwór 40% - 1 butelka kwasu (15 ml) + 11,25 ml wody
  •     Roztwór 50% - 1 butelka kwasu (15 ml) + 6 ml wody

Obliczenia wykonałam sama. W internecie można znaleźć podobne, ale moim zdaniem zawyżone stężenia (przykładowo na zsk). Do zrobienia roztworu niezbędna jest dokładna miarka. Ja użyłam strzykawki.

Moja buteleczka kwasu którą zakupiłam w drogerii e-zebra, miała tylko 7 ml pojemności, więc tonik zrobiłam dosyć oszczędnie. Obliczyłam, że na 10%-owy roztwór będą potrzebowała 10 ml wody i 1,66 ml kwasu. Otrzymałam około 11,66 ml toniku, co wystarczyło mi na 15 dni oszczędnego stosowania.

Początki były praktycznie bezbolesne. Minimalne pieczenie, nic złego się nie działo. W pierwszym tygodniu żadnego łuszczenia, w drugim łuszczenie pojawiło się w okolicach żuchwy. I do dziś daje o sobie znać. Ale pomagają kremy.
Kilka kropli toniku na wacik kosmetyczny wystarczało na całą twarz. Potem trzymałam go na buzi po 5-15 min. Następnie zmywałam mydłem. Na koniec oczywiście nawilżanie. Ja używałam i nadal używam kremu pielęgnacyjnego z Alterry.

Efekty po dwóch tygodniach stosowania toniku


Efekty są widoczne, ale nie jakieś spektakularne. Na pewno wysuszyły się istniejące wypryski, skóra rozjaśniła, koloryt delikatnie wyrównał, pory zwężyły. Niby nie wiele, ale zawsze coś. Najważniejsze, że mam teraz pewność, że odpowiednio przygotowałam skórę, na wyższe stężenia i przekonałam się, że nic złego nie dzieje się z moją skórą na skutek aplikacji kwasu. Efekt uwieczniałam na zdjęciach. A za około miesiąc wrócę z efektami po peelingach. Póki co robię sobie tydzień przerwy, a potem startuję z 20% stężeniem. Mam nadzieję, że osiągnę wymarzone efekty.



A czy Wy macie jakieś doświadczenia z kwasami? Pamiętajcie, że jeśli chcecie spróbować to trzeba się dużo o nich naczytać i nie podejmować żadnych pochopnych decyzji. Po za tym nie trzeba kupować sobie czystego kwasu, jest wiele produktów z kwasami gotowych do użytku. Salony kosmetyczne również oferują eksfoliację kwasami, choć są to niestety koszty kilkuset złotych.

piątek, 7 października 2016

Krem pielęgnacyjny do twarzy Alterra - Granat Bio

Cześć, jakiś czas temu na blogu pojawił się wpis, w którym opowiadałam Wam o kremie pod oczy Alterra, który urzekł mnie głównie swoim składem, ale także i działaniem. A dzisiaj mam dla Was recenzję kremu do twarzy z Alterry  Pflegecreme Bio-Granatapfel. Czy również jestem nim zachwycona dowiecie się w dalszej części posta.



Od producenta


Krem pielęgnacyjny Alterra Granat Bio, to certyfikowany kosmetyk naturalny z bogatym kompleksem składników, zawierający olej oliwkowy Bio i olej z dzikiej róży Bio.

Stosowanie produktów marki Alterra to decyzja na korzyść naturalnej formy pielęgnacji. Kosmetyki naturalne Alterra z masłem shea Bio. Każdy rodzaj skóry wymaga indywidualnej pielęgnacji. Krem pielęgnacyjny Alterra opracowany został specjalnie dla potrzeb skóry bardzo suchej. Kombinacja składników, takich jak olej z pestek granatu Bio, olej oliwkowy Bio i masło shea Bio intensywnie pielęgnuje skórę i chroni ją przed wysuszeniem. Efektem jest poczucie dogłębnie wypielęgnowanej skóry. Przy regularnym stosowaniu skóra zostaje wyczuwalnie nawilżona. Zmarszczki robią wrażenie widocznie wygładzonych, a struktura skóry jest równomierna i gładka w dotyku.

Wszystkie produkty marki Alterra opracowane są w oparciu o zasadę odpowiedzialnego obchodzenia się z naturą.
Produkt marki Alterra spełnia surowe kryteria wyznaczone przez organizację NaTrue:
  • Posiada certyfikat kosmetyku naturalnego.
  • Zawiera kompozycje zapachowe i ekstrakty z surowców naturalnych.
  • Nie zawiera syntetycznych barwników ani substancji konserwujących.
  • Nie zawiera również silikonów, parafiny i innych produktów na bazie olejów mineralnych.
  • Jego tolerancja przez skórę została potwierdzona dermatologicznie. 



Skład: Aqua, Glycine Soja Oil*, Glycerin, Alcohol*, Olea Europaea Fruit Oil*, Butyrospermum Parkii Butter*, Myristyl Myristate, Cetearyl Alcohol, Glyceryl Stearate Citrate, Carthamus Tinctorius Seed Oil*, Punica Granatum Seed Oil*, Rosa Canina Fruit Oil*, Xanthan Gum, Dipotassium Glycyrrhizate, Punica Granatum Extract*, Rosa Cannina Fruit Extract*, Hydrogenated Palm Glycerides, Bisabolol, Hydrogenated Lecithin, Helianthus Annus Seed Oil, Tocopherol, Ascorbyl Palmitate, Brassica Campestris Sterols, Parfum**, Limonene**, Linalool**, Geraniol**, Citral**, Citronellol**.

* z rolnictwa ekologicznego.
** składniki naturalnych olejków eterycznych.

Cena: 8,49 zł / 50 ml



Moja opinia


Bardzo fajny kremik, który z pewnością usatysfakcjonuje posiadaczki cer normalnych, wrażliwych, suchych i problematycznych. Kremik bardzo dobrze nawilża. Na zimę - 'jak znalazł'. Kiedyś potrafiły mi się pojawiać suche skórki na twarzy, teraz absolutnie nic... Po za tym, sięgnęłam niedawno po kwasy (niedługo na blogu wpis o całej kuracji), więc krem bardzo się przydaje i dobrze sobie radzi. 

Do tego bardzo ładnie pachnie, szybko się wchłania. Ma przyjemną konsystencję. Tubka jest wygodna i higieniczna. Nadaje się pod makijaż. Co najważniejsze - jest to kosmetyk naturalny - ma świetny skład! Dzięki czemu nie podrażnia, nie uczula, nie zapycha. 

I to wszystko w bardzo niskiej cenie... 8 zł a w promocji jeszcze mniej - to na prawdę śmieszne ceny za produkt tak dobrej jakości.

Czego chcieć więcej? Jeśli jeszcze nie znacie kosmetyków Alterry to serdecznie polecam! :)