niedziela, 31 stycznia 2016

☺ Baby face make-up - ciekawy trend makijażowy ☺

Baby Face - całkiem świeży trend, który króluje tej zimy. Ten delikatny, dziewczęcy makijaż ma już całe rzesze fanek wśród światowych blogerek. Jeśli jeszcze o nim nie słyszałyście, to czas się zapoznać z tym trendem... Może akurat przypadnie Wam do gustu ;) 

Co jest najważniejsze w tym trendzie? Rozświetlenie, świeża, promienna cera. W makijażu tym dominują odcienie różu. Wykonanie tego makijażu jest dziecinnie proste. Wystarczy nałożyć podkład, wykonturować twarz rozświetlaczem, ukryć cienie pod oczami rozświetlającym korektorem, musnąć policzki różem i pomalować delikatnym błyszczykiem usta. A jeśli nie wyobrażacie sobie oka bez podkreślenia to możecie pomalować je delikatnym odcieniem pudrowego różu i wytuszować rzęsy. Zobaczcie jak ja to zrobiłam:

makijaż oka

W Baby Face make-up dozwolone jest klasyczne, ale subtelne smoky eyes. Ja pozwoliłam sobie tylko na przyciemnienie linii rzęs i pomalowałam całą ruchomą powiekę na różowo. Aby zdjęcia lepiej wyglądały przykleiłam połówki sztucznych rzęs
Jeśli chcecie możecie pomalować linię wodną cielistym bądź białym odcieniem kredki. A niżej zdjęcie całości makijażu...

makijaż

Usta najlepiej pomalować błyszczykiem w odcieniu nude albo wklepać palcem pomadkę w subtelnym odcieniu różu. Brwi wystarczy podkreślić żelem albo woskiem. I to wszystko. Pamiętajcie tylko, aby nie obciążać cery bronzerami i drastycznymi kolorami.... Efekt? Dziewczęcy urok bijący blaskiem po oczach ;) 
Makijaż taki sprawdzi się na pewno u wszystkich niebieskookich blondynek. Ale myślę, że powinien pasować każdej z nas... Zapewni nam zdrowy wygląd i odejmie kilka lat. I jeszcze kosmetyki jakich użyłam:


Dla zainteresowanych linki:


Co myślicie o tym trendzie? Jak Wam się podoba? Wypróbujecie?

Pozdrawiam!

wtorek, 26 stycznia 2016

Recenzja korektora - Kobo Illuminate Cover Stick

Dawno nie było recenzji, więc dzisiaj w końcu przyszedł na nią czas ;) Postanowiłam, że zapoznam Was z pewnym ciekawym i zarazem tanim korektorem pod oczy. Dlaczego ciekawym? Czytajcie dalej...

korektor w sztyfcie

Korektor nabyłam już jakiś czas temu w drogerii Natura, nie pamiętam dokładnie kiedy go kupiłam, ale musiało to być dosyć dawno, bo już została mi go tylko końcówka. A skoro został praktycznie zużyty to znaczy, że spisywał się całkiem nieźle... Chyba był moim pierwszym produktem z marki Kobo, więc jego zakup był trochę ryzykowny, ale trzeba przyznać, że się opłacał. W grudniu pisałam recenzję tuszu do rzęs z Kobo i stwierdzam, że zaczynam się bardzo lubić z tą marką kosmetyków drogeryjnych ;) Już wiem jaki zakup z Kobo będzie następny. Ale przejdźmy do rzeczy...
Na odwrocie kilka zdań od producenta:


Co więcej? 
"Zawiera witaminę E,olej z ogórecznika i mineralny filtr UV."

Moja opinia

Z racji tego, że został prawie cały zużyty przeze mnie, to zdążyłam się z nim bardzo dobrze poznać i opinię na jego temat mam już doskonale wyrobioną. Wersja, którą posiadam ma za zadanie rozświetlać cienie pod oczami i faktycznie to robi... Dostępna jest również druga wersja korektora "Perfect Cover Stick", którego głównym zadaniem jest krycie. Nie wiem czy gdy go kupowałam to ta druga wersja była dostępna w sprzedaży. Możliwe, że jest świeżynką.
Konsystencja korektora jest faktycznie kremowa, tak jak określił to producent, jest dosyć treściwa i lekko tłusta. Ten fakt umożliwia nam bardzo bezproblemowe rozprowadzanie, całkiem miło się z nim pracuje. Gęsta formuła zapewnia mocne krycie, choć ma to pewną wadę - zbieranie się w zmarszczkach po pewnym czasie, ale jest to normalne przy takich konsystencjach... coś za coś niestety. Korektor dobrze się sprawdza pod okiem i na górnej powiece. Poradził sobie z zamaskowaniem moich widocznych naczynek wokół oczu. Całkiem nieźle też sobie radził z maskowaniem wyprysków, ale z racji tego, że nie zasycha, to efekt był trochę w tym przypadku krótkotrwały. Jeśli ktoś zwraca uwagę na opakowanie to mogę powiedzieć, że to w formie sztyftu jest całkiem wygodne w użytkowaniu ale nie do końca praktyczne. Po pierwsze korektor złamał się już prawie na samym początku i potem potrafił wypadać z opakowania, a do drugie jeśli nie będziemy wsuwać końcówki po użyciu, to skuwka będzie wiecznie ubrudzona. Dla mnie te wady są do zniesienia, ale niektóre z nas mogłoby to denerwować ;) Jednak mam dla Was dobrą wiadomość... Opakowanie zostało ulepszone... Teraz jest bardziej w formie "szminki". To na pewno zniweluje problem z łamaniem się korektora i brudzącego się opakowania.


Co do ceny, myślę że jest adekwatna do jakości. Ja go kupiłam w promocji za 10 zł. Niedawno widziałam go na wyprzedaży w Naturze (prawdopodobnie z powodu zmiany opakowania) za śmieszne 3 zł... Teraz odświeżona wersja kosztuje: 15,99 zł za 3 g. Jednak w tej cenie raczej bym go nie zakupiła...
Niestety nie jestem zorientowana jak jest z kolorami. Nawet nie wiem w jakim odcieniu jest mój, bo było to umieszczone tylko na naklejce, która się starła. Ale myślę, że większość z nas jakiś odcień dla siebie by znalazła. Ten mój był całkiem fajny, naturalnie wyglądający. A niżej efekty jakie uzyskałam... Wydaje mi się, że w miarę widoczne, choć z rzeczywistości różnica jest jeszcze większa.

efekt


efekty użycia


Podsumowanie

Całkiem dobry korektor. Spisze się na pewno u osób, które nie mają dużego problemu ze zmarszczkami. Przyzwoite krycie i dobre rozjaśnienie, zgodne z obietnicami producenta. Cena przystępna. Nie wiem czy do niego wrócę, bo obecnie używam korektora z Catrice, w którym powoli się zakochuję. Jednak zasługuje na 7/10 punktów.
To tyle na dzisiaj. Do zobaczenia wkrótce! :)

Ps. Może zdradzicie jakich wy korektorów używacie...?;)



piątek, 22 stycznia 2016

Jak konturować nos...?

Umiejętne konturowanie może zdziałać cuda. Dzisiaj zajęłam się konturowaniem nosa. A, że mój również nie jest idealny, to jest idealnym dowodem na to jak wiele możemy zmienić makijażem.
Konturowanie to nic innego jak pogrywanie ze światłem ;) Niby tylko iluzja optyczna, ale tak bardzo poprawia wygląd.
Nasze nosy mogą być za długie, za szerokie, skrzywione, trójkątne, ale każdy defekt można w mniejszym bądź większym stopniu zatuszować. Myślę, że każda z nas zna najważniejszą zasadę konturowania - jasne kolory uwypuklają, ciemne cofają (ukrywają). W tym celu potrzebny nam będzie bronzer i rozświetlacz lub odpowiednio jasny i ciemny podkład czy też nawet cień do powiek. Bronzer najlepiej żeby był  w chłodnym odcieniu - będzie wtedy stwarzał efekt cienia. Ja posłużyłam się dosyć mocno kontrastowymi odcieniami, aby efekt był dobrze zauważalny na zdjęciach. Użyłam paletki do konturowania Wibo 4 in 1. Nie jest jednak ona zbyt dobra... Jeśli chcecie zakupić coś do konturowania, to mogę polecić paletkę Kobo Proffesional Face Contour Mix.




Mój nos jest troszeczkę za szeroki i za długi, poniekąd trójkątny... toteż musiałam mocno przyciemnić boki nosa oraz subtelnie rozjaśnić grzbiet nosa. A dla jego optycznego skrócenia musiałam przyciemnić dolną partię nosa. 
Jeśli nasz nos jest za szczupły - powinnyśmy skupić się na rozjaśnieniu grzbietu nosa wychodząc rozświetlaczem aż na boki.
Jeśli jest za krótki - rozświetlamy grzbiet aż do samego końca nosa. Jeśli dodatkowo go zwęzimy stanie się optycznie jeszcze dłuższy.
Jeśli nasza przegroda nosowa jest skrzywiona, również możemy tą wadę skorygować odpowiednio bawiąc się cieniowaniem. 
Musimy pamiętać, aby tworzyć płynne przejścia między odcieniami. Wyraźne granice tylko niepotrzebnie ściągną uwagę innych na nasz nos.
Zobaczcie jaki ja uzyskałam efekt...



Moim zdaniem konturowanie nosa dodaje uroku całej twarzy, dlatego robię to w każdym moim makijażu, jeśli tylko czas na to pozwala. W przyszłości dodam wpis jak konturuję całą twarz.

A jak sprawa się ma z waszymi noskami? Konturujecie czy niekoniecznie? :)


wtorek, 19 stycznia 2016

Noworoczne zakupy i ciekawe promocje ;)

Cześć! Podobno nic tak nie poprawia humoru kobiecie jak udane zakupy... Dzisiaj mogę to potwierdzić ;) Nowy rok już zawitał jakiś czas temu, więc stwierdziłam, że już pora uzupełnić zapasy w kosmetyczce... Udałam się więc do Rossmanna i Natury i spotkałam kilka ciekawych promocji o których chętnie Wam opowiem. 


Co kupiłam??

  1. Wibo Fixing Powder - półtransparentny puder matujący (10,39 zł)
  2. Catrice Cosmetics Comouflage Cream - 020 Light Beige - korektor w kremie (13,99 zł)
  3. Catrice Cosmetics All Matt Plus - 015 Vanilia Beige - podkład matujący (16,79 zł)
  4. Rimmel Extra 3D Lashes - tusz do rzęs (14,99 zł)
  5. Smart Girls get more - lakiery do paznokci; kolory: 18, 19, 22 (2,79 zł  x 3)

W Naturze natrafiłam na ciekawą promocję: Przy zakupie korektora Comouflage, dowolny podkład Catrice -40%. Oczywiście się skusiłam. Promocja trwa jeszcze jutro, więc jeśli chcecie to biegnijcie ;)
Ja poszłam do Natury z zamiarem zakupu przede wszystkim korektora z Catrice. Marzył mi się ten płynny, ale standardowo półeczka pusta. Wiem, że ten w kremie też jest dobry, tylko moja pierwsza obawa to odcień. Wzięłam najjaśniejszy jaki był, ale troszkę się boję czy nie będzie za ciemny dla mnie. Przypuszczam, że 010 Ivory byłby lepszy...


Powyżej kolejne dwie perełki. O tym pudrze z Wibo słyszałam mnóstwo dobrych rzeczy, więc już dawno stwierdziłam, że muszę go mieć. Zawsze czekałam na promocję, ale kiedy był rabat to jego na półce niestety brak... Teraz żadnej promocji nie było i wzięłam ostatnie pudełeczko ;) To musi o czymś świadczyć...
I tusz w Rimmell'a. Również chwalony przez użytkowniczki... A akurat był w promocji w Rossmannie więc się długo nie zastanawiałam. Mam nadzieję, że się sprawdzi i u mnie.


W Naturze również trafiłam na promocję w szafie Smart Girls - Kosmetyki do makijażu ust i lakiery do paznokci - 30%. Wybrałam sobie dwa "nudziaki" i jeden lakier bezbarwny. Na szybkiego przetestowałam... i myślę, że będą w porządku...

W niedalekiej przyszłości pojawią się recenzje, ale najpierw muszę się dobrze poznać z moimi nabytkami. Testowałyście któryś z produktów? Co myślicie o moich zakupach? :)


niedziela, 17 stycznia 2016

٠•● Makijaż w stylu Marilyn Monroe? Czemu nie...●•٠

Marzy Ci się zmysłowy hollywoodzki look? 

Mamy karnawał więc możemy zaszaleć! Idealnym przepisem na tego typu makijaż będzie zestawienie czerwonych ust z długimi rzęsami. Naprawdę spektakularny efekt uzyskamy jeśli pokusimy się o sztuczne rzęsy. Wystarczy przykleić i lekko musnąć tuszem. 

w stylu marilyn monrou


Mamy do wyboru kępki albo rzęsy na pasku lub żyłce. Dla początkujących lepsze będą kępki. Wystarczy przykleić po dwie w zewnętrznych częściach górnych powiek i nasze spojrzenie stanie się o wiele bardziej wyraziste. 
Dla zaawansowanych dobre będą również rzęsy na pasku. Z ich pomocą uzyskamy bardzo wyrazisty efekt. Jeśli wybieramy się na bal karnawałowy możemy wybrać rzęsy zdobione błyszczącymi kamykami.
Co jeśli nie radzimy sobie z ich przyklejeniem? Istnieje na to sprawdzony (również przeze mnie) patent... Wystarczy pociąć pasek na 3-4 części i przykleić wszystkie lub tylko po jednej z zewnętrznych stron - tak jak ja to zrobiłam! 

Jakich rzęs użyłam? Pisałam o nich niedawno - Wibo Royal Lashes (Klik).
Warto dorysować sobie kocią kreskę na powiece aby zamaskować sztuczne rzęsy. Mój tutorial rysowania kreski <- tutaj.

Do kompletu jeszcze tylko czerwone usta i makijaż gotowy! Możemy użyć błyszczącej czerwonej szminki lub matowej. 
W takim makijażu pięknie będą się prezentować zarówno blondynki jak i brunetki. A makijaż ten sprawdzi się na różnych imprezach okolicznościowych - balach karnawałowych i studniówkach! 

Użyte kosmetyki:


Jak wam się podoba? Pozdrawiam! :)

środa, 13 stycznia 2016

♡ Propozycja makijażu na studniówkę ♡

Zaczął się czas studniówek więc na pewno osiemnastolatki szukają na gwałt pomysłów na makijaż na ten wyjątkowy bal... Dzień taki zdarza się zazwyczaj raz w życiu, toteż każda chce wyglądać jak księżniczka. Ja już mam studniówkę dawno za sobą, ale pamiętam ile było z tym zachodu i myślenia o kwestiach takich jak: sukienka, buty, paznokcie no i makijaż... W tych czasach większość pewnie zda się na kosmetyczkę, ale będą też osoby, które zapragną same się pomalować. Dzisiaj wychodzę naprzeciw dziewczynom w potrzebie i przedstawiam swoją propozycję makijażu. Sprawdzi się ona na pewno jeśli macie kreacje w odcieniach niebieskiego lub granatu. A jeśli kolor wam nie do końca odpowiada to zawsze możecie moją propozycję potraktować jako inspirację i zmienić kolor dominujący na inny. Dzisiaj słyszałam w telewizji śniadaniowej, że na tegoroczną studniówkę modne są w makijażu akcenty złota i srebra, a smoky eyes i ciemne, czarne makijaże oka odchodzą w zapomnienie ;)

Makijaż oka na bal krok po kroku


Oto mój tutorial... Może makijaż nie należy do tych najłatwiejszych, ale myślę że do najtrudniejszych również nie. Przy odrobinie umiejętności można sobie z nim poradzić bez większego problemu.

niebieski brązowy złoty

  1. Na początek nakładamy bazę pod cienie (w ostateczności korektor), matujemy całą powiekę cielistym cieniem i przyciemniamy chłodnym brązem zewnętrzną część powieki oraz część nad załamaniem. Wyciągamy kolor do góry tyle ile nam się podoba.
  2. Delikatnie podbijamy brąz jeszcze mocniejszym kolorem aby kolor wydawał się stopniowany. Wewnętrzny kącik pokrywamy złotem dla urozmaicenia makijażu i rozjaśnienia kącików. Dolną powiekę również podkreślamy brązem.
  3. Na środek powieki nałożyłam ciemnoniebieski kolor. Możecie użyć odcienia jakiego tylko zapragniecie, zależnie od koloru sukienki. Sprawdzi się chabrowy, lazurowy, kobaltowy... albo możecie zmienić kolor na zupełnie inny... np fiolet czy zieleń. 
  4. Potem malujemy kocią kreskę i zabarwiamy linię wodną na czarno dla uzyskania wyrazistości. (Tutorial rysowania kreski tutaj).
  5. Pozostało wytuszować rzęsy lub przykleić sztuczne. Ja przykleiłam połówkę sztucznych rzęs z Wibo (klik).
I to już wszystko. Prawda, że proste? :) Makijaż ten oczywiście będzie dobry również na inne okazje. Mamy sezon na bale karnawałowe... może ktoś się zainspiruje...
Gdyby ten makijaż nie przypadł wam do gustu to podaję linki do moich innych propozycji:

A oto jak ja wyglądam z takimi oczkami:


Jak wam się podoba moja propozycja? Balujecie w karnawale czy niekoniecznie? Pozdrawiam odwiedzających! :)


niedziela, 10 stycznia 2016

Henna brwi i rzęs w domowym zaciszu

Jeśli macie problem z niewidocznymi i delikatnymi brwiami (i/lub rzęsami) tak jak ja, i męczy Was codzienny makijaż, to zapraszam Was do lektury... Jest sposób na tego typu problemy.
Możemy skorzystać z dobrodziejstwa jakim jest henna i pofarbować nią brwi i rzęsy. To właśnie brwi i rzęsy stanowią oprawę naszych oczu i dlatego powinnyśmy je odpowiednio zaznaczyć, aby dodać uroku i charakteru całej twarzy.

grafitowa

brązowa


Henną podkreślimy kolor, ukryjemy ubytki, ukształtujemy łuk brwiowy, przyciemnimy włoski. Farbowanie henną jest szybkie i trwałe. Efekt utrzymuje się od tygodnia do nawet sześciu. Zależy to między innymi od szybkości wzrostu włosa. Mamy do wyboru hennę w proszku i w kremie. Wygodniejsza i lepiej opłacalna moim zdaniem jest henna w kremie. Jednak ta w proszku jest może trochę bardziej "naturalna", choć też nie liczmy, że w stu procentach. Ta w proszku jest też podobno bardziej trwała i farbuje również skórę, choć ja nigdy jej nie testowałam. Kremowa jest delikatniejsza, choć po dłuższym czasie utrzymywania również zabarwi skórę. 
Hennę znajdziemy w każdej drogerii. Do wyboru mamy zazwyczaj kolory: czarny, grafitowy i brązowy. Ja używałam brązowej i grafitowej. Obie dawały zadowalające efekty kolorystyczne. 
Zrobienie henny u kosmetyczki to koszt około 15 zł. Za tą kwotę w domu możemy sobie farbować brwi i rzęsy przez cały rok - dlatego myślę, że warto spróbować i zaryzykować, bo nie jest to nic trudnego.

Przejrzyjcie ceny henny w sklepach internetowych (klik). Naprawdę warto!

rozrabianie

Jak to się robi?

Sposób użycia henny w kremie jest bardzo prosty. Łączymy w małym pojemniczku, za pomocą aplikatora ok. 1 cm żelu koloryzującego z tubki z 5-6 kroplami aktywatora z buteleczki (Stosunek 1:1). Mieszamy do uzyskania gładkiej, jednorodnej konsystencji. Nakładamy tłusty krem wokół oczu, w celu zabezpieczania skóry przed zafarbowaniem. Za pomocą aplikatora nakładamy preparat na brwi lub rzęsy. Po upływie 5-10 min zmywamy hennę za pomocą mleczka do demakijażu, a następnie wodą. Po zakończeniu zabiegu możemy wyregulować brwi jeśli jest to konieczne.
Uwagi:
Pamiętaj! Usuń pozostałości kremu, fluidu z brwi a maskary z rzęs. Preparat należy nałożyć bezpośrednio po przygotowaniu! Nie przechowywać. Czas barwienia wynosi 5-10 min. Wydłużając czas farbowania uzyska się ciemniejszy efekt koloryzacji. Warunkiem deklarowanej trwałości koloryzacji jest przestrzeganie sposobu użycia (zachowanie stosunku 1:1 żelu i aktywatora). Produkt może wywoływać silne reakcje alergiczne. Przeprowadzić test na alergię skórną 48 godzin przed użyciem produktu. Produkt nie jest przeznaczony dla osób poniżej 16 roku życia. Tymczasowe tatuaże na bazie czarnej henny mogą zwiększyć ryzyko wystąpienia alergii. Nie farbować rzęs, jeśli: – na twarzy występuje wysypka lub skóra głowy jest wrażliwa, podrażniona i uszkodzona, – kiedykolwiek wystąpiła reakcja na farbowanie włosów lub rzęs, – w przeszłości wystąpiła reakcja na tymczasowy tatuaż na bazie czarnej henny. Zawiera fenylenodiaminy, rezorcynę, nadtlenek wodoru. Stosować rękawice ochronne. Unikać kontaktu z oczami. W przypadku dostania się preparatu do oczu natychmiast przepłukać je wodą. Chronić przed dziećmi. 
Próba uczuleniowa. Przed przystąpieniem do zabiegu należy wykonać test uczuleniowy, nawet jeśli wcześniej był używany  podobny produkt. W tym celu należy posmarować skórę za uchem lub na wewnętrznej powierzchni  ręki (okolice łokcia) mieszaniną żelu z aktywatorem w stosunku 1:1, zostawić na 10 minut, a następnie zmyć. Jeżeli po upływie 24 godzin nie nastąpiło podrażnienie lub zaognienie skóry, preparat można stosować.

Jaki uzyskałam efekt?

Mi zawsze się podoba efekt jaki uzyskuję. Łuk brwiowy jest dużo bardziej widoczny, rzęsy lekko przyciemnione. To bardzo szybki, prosty zabieg, o dosyć trwałym efekcie. Do tej pory używałam henny z Delii i Venity. Ta pierwsza jakoś szybko mi się popsuła, bo nie wykorzystałam jej nawet w połowie i zaczęła barwić mi rzęsy na grafitowo-zielonkawy kolor, co było niewybaczalne. Tą z Venity póki co użyłam około 5 razy i myślę, że jeszcze będzie w porządku przez długi czas. Co do niej miałabym małą uwagę jeśli chodzi o kolor. Jest to bardzo ciemny brąz, jak dla mnie to raczej grafit. Ale może przy krótszym trzymaniu wychodzi brąz... Zestaw z Venity zawiera również kilka szablonów do farbowania. Jednak ja ich nie używam, bo moim zdaniem są niewygodne.

henna krok po kroku

brązowa w kremie

W przyszłości wypróbuję hennę z Rival de Loop, bo producent obiecuje efekty do sześciu tygodni. Ma też trochę inny skład, bo nie zawiera wody utlenionej. Myślę, że może być ciekawym produktem. 
Pamiętajmy też, aby nie farbować brwi i rzęs częściej niż co 2 tygodnie, bo możemy sobie osłabić włoski. Ja trzymam się tej granicy i jest wszystko w porządku.

A Wy robicie sobie hennę? Jeśli tak to w domu czy u kosmetyczki?


środa, 6 stycznia 2016

Odżywczy krem przeciwzmarszczkowy Lirene Cera Wrażliwa

Cześć! Dzisiaj chciałabym was zapoznać z pewnym fajnym kremem odżywczym jaki odkryłam pewien czas temu. Szukałam wtedy jakiegoś nawilżającego, dobrego pod makijaż i wybrałam krem z Lirene do cery wrażliwej, który ma też działanie przeciwzmarszczkowe. Na chwilę obecną dokładnie ta wersja jaką mam ja, nie jest już w sprzedaży, ale z tego co zauważyłam zmieniło się tylko opakowanie i filtr przeciwsłoneczny, skład został bez zmian. Mój krem ma filtr SPF 30, a obecnie jest już tylko SPF 15. Trochę szkoda, ale prawda jest taka, że filtr i tak po kilku godzinach wyparowuje nam ze skóry więc nie będzie to dla nas jakaś wielka zmiana.

opinia recenzja

Od producenta

Odżywczy krem przeciwzmarszczkowy na dzień SPF 30. Bogata formuła kremu została oparta na unikalnych składnikach, które stanowią skuteczną kurację przeciwzmarszczkową dla skóry wrażliwej. Połączono działanie Sensiline® (wyciąg z lnu) oraz masła koi skórę i chroni przed negatywnym działaniem czynników zewnętrznych. Oleju z avocado i z pestek z jabłka odżywiają, nawilżają i wygładzają, jednocześnie zmniejszając podatność skóry na podrażnienia. Innowacyjny peptyd stymuluje syntezę kolagenu, przyśpieszając regenerację i odnowę komórek skóry. Efekty stosowania: wygładzenie zmarszczek. Ukojenie i złagodzenie podrażnień. Zmniejszenie uczucia „ściągania” i pieczenia skóry. Wzmocnienie naturalnych procesów regeneracji. Przeciwdziałanie utracie wody i przesuszeniu. Krem łagodzi podrażnienia, intensywnie odżywia i wygładza zmarszczki, przywracając skórze naturalną jędrność i elastyczność. 0% parabenów. Przebadano dermatologicznie. Potwierdzone bezpieczeństwo i skuteczność.
Cena: 17,99 zł za 50 ml.

Skład

Aqua (Water), Ethylhexyl Methoxycinnamate, Glycerin, C12-15 Alkyl Benzoate, Cetearyl Ethylhexanoate, Hydrogenated Polydecene, Cetyl Alcohol, Potassium Cetyl, Phosphate, Methylene Bis-Benzotriazolyl Tetramethylbutylphenol (nano), Butyrospermum Parkii (Shea Butter), Butyl Methoxydibenzoylmethane, Ethylhexyl trazone, Persea Gratissima (Avocado) Oil, Polyacrylamide, Hydroxyacetophenone, Octocrylene, C13-14 Isoparaffin, Decyl Glucoside, Laureth-7, Ethylhexylglycerin, Propylene Glycol, Hexyldecanol, Xanthan Gum, Hydrolyzed Linseed Extract, Pyrus Malus (Apple) Seed Extract, Brassica Campestris (Rapeseed) Sterols, Palmitoyl Tripeptide-5, Tocopherol, Phenoxyethanol, Parfum (Fragrance).  

Efekty stosowania kremu

- 53% - wygładza zmarszczki,
- 77% - przywrócenie jędrności i elastyczności,
- 77% - zmniejszenie uczucia "ściągania",
- 73% - zapobieganie przesuszaniu się skóry.
*Test IN VIVO – ocena w grupie kobiet z cera sucha po 4 tygodniach stosowania.

Linia kosmetyków Lirene Cera Wrażliwa została opracowana w trosce o kobiety z problemem nadwrażliwej i skłonnej do podrażnień oraz przedwczesnego starzenia się skóry. 

recenzja blogspot

Moja opinia

 

Wydawać by się mogło, że producent strasznie dużo naobiecywał, ale moim zdaniem słowa dotrzymał. Krem bardzo dobrze nawilża skórę i faktycznie sprawdza się pod makijażem. Jest gęsty, ale nie tłusty, dobrze się wchłania, nie roluje, bardzo ładnie, delikatnie pachnie. Nie matuje skóry, ale też nie będziemy się po nim świecić. Skóra po nim jest miękka, gładka, przyjemna w dotyku, wydaje się jędrniejsza. Nie uczula, nie podrażnia. Mi pomógł w walce z suchymi skórkami. Nie do końca mogę potwierdzić działanie przeciwzmarszczkowe, bo zmarszczki mam tylko pod oczami, a tam go raczej nie stosowałam. Ale wysoki filtr na pewno będzie chronił przed fotostarzeniem. Jest też bardzo wydajny. Używam go ponad pół roku, może nie codziennie, ale zostało mi jeszcze jakieś pół opakowania.

 Podsumowanie

Bardzo fajny krem, o skutecznym działaniu. Idealny pod makijaż. Cena również przystępna, w promocji można go dostać za mniej niż 15 zł. Dla młodych dziewczyn, które szukają kremu przeciwzmarszczkowego w celach zapobiegawczych, na pewno się sprawdzi. Ja również chętnie bym do niego wróciła, ale jak mi się skończy to prawdopodobnie będę szukać czegoś silniejszego na zmarszczki. Aczkolwiek może pozostanę przy marce Lirene ;)

Czy któraś z was miała okazję używać tego kremu lub podobnego z tej linii? Jestem ciekawa waszej opinii.

niedziela, 3 stycznia 2016

Mój pierwszy raz ze sztucznymi rzęsami...

Wibo Royal Lashes - Recenzja

Długie, gęste, piękne rzęsy to na pewno marzenie każdej z nas... Wyraziście podkreślone oko dodaje mam charakteru i przyciąga spojrzenia. Testujemy różne maskary, aby ten efekt uzyskać... aż w końcu decydujemy się wypróbować sztuczne rzęsy... W końcu i ja zdecydowałam się na ten krok. Na próbę chciałam coś taniego, więc wybrałam rzęsy Wibo Royal Lashes. Szybko się okazało, że nie był to dobry wybór. Dlaczego? O tym niżej...


efekt recenzja


Na pierwszym zdjęciu są one w oryginalnym rozmiarze, a na drugim już po delikatnym przycięciu przeze mnie.
sztuczne rzęsy

Na opakowaniu znajdujemy informację, że są one naturalnej długości, w rzeczywistości jednak są one bardzo długie. I za długie i za szerokie... Są bardzo sztywne, ciężkie, na grubym pasku. Przyklejenie ich stanowi nie lada wyzwanie. Klej jest raczej słabej jakości, nie ma szans, aby rzęsy w całości utrzymały się na oku. Po za tym i tak na oku wyglądałyby bardzo sztucznie, i rzucałyby się przesadnie w oczy. W moim odczuciu nie nadają się one kompletnie do normalnego użytkowania. Jednak znalazłam patent, aby ich jakoś użyć, gdyż szkoda mi ich było wyrzucić. Pocięłam je na kilka części, wybrałam te najkrótsze i udało mi się je nakleić po zewnętrznych kącikach oka. Przyklejone przeze mnie części mają po około 1,5 cm. I efekt wydaje mi się całkiem zadowalający. Zobaczcie same:

efekt na oku

Pomyśleć, że te najkrótsze części sięgają mi do brwi, ciekawe co by było gdybym użyła tych najdłuższych ;) 
Dzięki temu trikowi myślę, że parę razy uda mi się ich użyć. Efekt może nie idealny, ale może być... Wydaje mi się, że rzęsy można również pociąć na kępki, i ewentualnie poskracać na długości. Tylko takimi sposobami uda się je wykorzystać. 


Podsumowanie

Rzęsy niestety słabej jakości. Do użytku tylko po poprzycinaniu i w kawałkach. Ale trzeba wspomnieć, że kosztowały mnie tylko około 10 zł, więc nie mamy raczej prawa oczekiwać od nich zbyt wiele. Chyba dopiero w cenie 30 zł uda nam się znaleźć coś zadowalającego.Warto poszukać połówek rzęs, które są znacznie łatwiejsze w aplikacji. Godne polecenia są rzęsy Ardell (Klik Klik).

Ciekawa jestem czy wy miałyście jakieś ciekawe przygody ze sztucznymi rzęsami... piszcie!  Może możecie coś polecić? :)